Tweeter button
Facebook button
Technorati button
Linkedin button

Jest takie indyjskie powiedzenie lub maksyma, o tym, że każdy jest domem z czterema pokojami: fizycznym, umysłowym, emocjonalnym i duchowym. W większości mamy tendencję, by spędzać większość czasu w jednym pokoju, lecz jeśli nie wejdziemy codziennie do każdego pokoju, choćby po to by go przewietrzyć, to nie jesteśmy w pełni osobą.Rumer Godden. Dom z czterema pokojami.

Wygląda na to, że dostaliśmy do ciągłego rozwijania sprawności naszego ciała, umysłu, relacji z otoczeniem i szukania sensu życia. Ktoś  twierdzi, że najważniejsze jest zdrowie, bo ono daje siły, by pogodnie żyć. Czasem słyszymy też, że nauka jest najważniejsza, bo jest kluczem do wiedzy.  Inni są zdania, że dobrzy przyjaciele są najważniejsi na świecie.  Coraz częściej słychać też, iż pielęgnowanie swojej duchowości jest jedynym sposobem na dobre życie.

Każdy ma swój ulubiony “pokój”. Czasem trudno pamiętać o tym, by ruszyć się ze swojego ulubionego miejsca i rzucić okiem co słychać w pozostałych “pokojach”. Gdy wpadam w wir czytania, to bywa, że tracę rachubę czasu. Lecz przynajmniej w chwili, gdy sięgam po coś do zjedzenia staram się myśleć co w siebie pakuję. Jak bardzo bym nie utknął nad swoimi lekturami, to staram się pamiętać, żeby zawsze mieć czas dla przyjaciół. Nim zakończę dzień chwila medytacji ma znaleźć swoje miejsce, nim pójdę spać. To tylko przykłady. Oczywiście każdy ma “pokoje” inaczej urządzone.  Zresztą przez całe życie przemeblowujemy te nasze “pokoje”.

Myślę, że największym wyzwaniem tej historii z życiowymi pokojami jest pamiętanie o ich codziennym wietrzeniu. “Pokoje” doczekały się nawet poważnych opracowań, a mój ulubiony Stephen Covey propaguje kalendarze, gdzie na każdy tydzień wpisuje się po jednym dużym zadaniu z każdego pokoju. Covey nazywa to “ostrzeniem piły”. Zaś jedna znajoma robi sobie co tydzień odręczną zakładkę do książki lub terminarza, gdzie wypisuje po jednej rzeczy, którą zrobi dla ciała, umysłu, emocji i ducha. Na tej samej zakładce wypisuje też inne ważne zadania na nadchodzący tydzień.

Ćwiczenie: Zrób sobie na ten tydzień zakładkę do książki. Możesz po prostu poskładać w pasek  kartkę A4. Napisz na niej: “zdrowie” i tuż pod tym napisz co zrobisz w tym tygodniu dla zdrowia; poniżej napisz “umysł” i co zrobisz, aby rozwinąć swój mózg; poniżej “emocje” i jedną rzecz ze sfery relacji z innymi, która rozwinie w tym tygodniu Twoją emocjonalność; dalej “duch” i to co zrobisz dla swojego rozwoju duchowego.

________________________________________________________________________

Oryginalne brzmienie cytatu Rumer Godden: “There is an Indian proverb or axiom that says that everyone is a house with four rooms, a physical, a mental, an emotional, and a spiritual. Most of us tend to live in one room most of the time but, unless we go into every room every day, even if only to keep it aired, we are not a complete person.”
Rumer Godden. A House with Four Rooms

Obrazek w tekście pochodzi od:  Fe 108Aums

Warto nauczyć się, jak na przemian podrzucać i chwytać kolejno kilka przedmiotów.
Główną korzyścią żonglerki jest niezwykła aktywizacja mózgu – zatem jest to dużo więcej, niż tylko dostarczenie znajomym cyrkowej rozrywki.

W “Charakterach” napisano, że “badania psychologiczne dostarczają dowodów na to, że żonglowanie sprzyja rozwojowi koordynacji wzrokowo-ruchowej, poczucia rytmu, refleksu, a także zdolności utrzymania równowagi i właściwej postawy ciała.” Co więcej, “podrzucanie kilku piłeczek jest (…) doskonałą metaforą równoczesnej realizacji różnych projektów. Tak jak dołączenie każdej kolejnej piłeczki wymaga reorganizacji całej sekwencji ruchów, tak wprowadzenie nowych obowiązków zmusza do dokonania zmian w dotychczasowym planie działania.

Żonglowanie jest ponoć dla każdego. Jeśli chcecie się o tym przekonać to znajdźcie trzy piłki (link do sklepu) i nauczyciela, lub dobry samouczek.
Zalazłem coś ma ten temat na youtube (po angielsku):

oraz w wersji tekstowej (też po angielsku): http://www.jugglingdb.com/compendium/startjuggling/learntojuggle.html

Na marginesie powiem, że zaintrygowany żonglerskimi ciekawostkami pojechałem do Lublina na uniwersytecką konferencję na temat psychologii, pedagogiki i cyrku.
Psychologowie mówili o zmianach w mózgu, a pedagodzy opowiadali jak żonglują w szkołach.
Zaś największe wrażenie zrobiła na mnie Ewa Dembek, opowiadając o stworzonym przez siebie cyrku dziecięcym w malutkiej miejscowości wśród jezior. Wynik jej pracy zobaczcie sami w klipie z programu “Mam talent!”.


Każda rzecz tworzy się dwa razy. Najpierw tworzymy w myślach, a potem tworzymy w rzeczywistości, gdy realizujemy pomysł.

Im dokładniej widzisz w głowie to czego chcesz dokonać, tym lepiej wypadnie Twoje działanie. To tak jak z górską wycieczką. Najpierw odbywasz ją palcem po mapie. Zaznaczasz na papierze szczyt, który chcesz zdobyć. Uważnie badasz szlak prowadzący na wierzchołek. W myślach pokonujesz przeszkody.
Potem idziesz na tą samą wycieczkę w prawdziwych górach, na nogach masz porządne buty, w plecaku wodę, a na plecach czujesz pot w miarę jak rośnie wysiłek i zmęczenie. Zmagasz się po raz drugi z tym co już przeszedłeś w myślach.

Ostatnio wygłaszałem półgodzinną prezentację dokładnie na ten temat. Korzystałem z książek Stephena Coveya, w których pisał on o podwójnym tworzeniu (1. w myślach, 2. w fizycznym świecie). Podczas wystąpienia parę razy powtórzyłem, użyte przez Coveya, zwroty: “pierwsze tworzenie” oraz “drugie tworzenie”. Jeden ze słuchaczy, doskonale znający te książki, odparł, że zamiast opowiadać ludziom o pierwszej i drugiej kreacji można po prostu powiedzieć: “pomyśl zanim cokolwiek zrobisz”.

Faktycznie! Czasem ubieramy ten temat w wyszukane zwroty typu “spisanie swojej misji”. Zaś budzenie swojej wyobraźni pakujemy w mądrze brzmiące techniki wizualizacji.

Lecz to co najważniejsze można powiedzieć prostym językiem.
Zatem powiem to inaczej: wymyśl swoje życie, wymyśl najważniejsze osiągnięcia, a potem będziesz już tylko potrzebować wytrwałości, aby wejść na wymarzone szczyty.

Ćwiczenie: Gdy w ciągu najbliższych dni zabierzesz się za jakieś zadanie to zrób je dwa razy. Najpierw wyobraź sobie (ze szczegółami) jaki ma być wynik Twojej pracy. Potem wykonaj tą pracę.

Empatia to wczuwanie się w odczucia innych.

Jeśli chcę cokolwiek sprzedać, ciekawie opowiedzieć lub zaprezentować to najważniejsze abym wczuł się w tych, do których mówię.

Zwykle, gdy kontaktujemy się z ludźmi podobnymi do nas, to chwila refleksji wystarczy, aby przełączyć się na wpółodczuwanie z naszymi rozmówcami, wiedzieć co im może chodzić po głowie. Jednak czasem przychodzi nam mówić do osób z innego świata. Jak zrozumieć co oni czują?

W takiej sytuacji radzę pobyć trochę w ich świecie, popatrzyć na życie ich oczami.

Czytałem w tym tygodniu opowieść kobiety, która rozpoczynała pracę z pacjentem cierpiącym na schizofrenię. Żeby wczuć się w to jak żyje taki chory, dostała na uszy słuchawki i przez kilka godzin miała w głowie rozpraszające głosy i nawoływania. W takim stanie miała załatwiać rozmaite sprawy i starać się normalnie funkcjonować. Po tym krótkim doświadczeniu była bardzo zmęczona psychicznie i fizycznie. Życie z chorobą psychiczną było ponad jej siły.

Innym razem miała pracować z pacjentem poruszającym się na wózku. W związku tym szef przywiózł jej wózek inwalidzki i poprosił, by pozostała na nim przez jeden dzień pracy. Dostała namiastkę tego jak funkcjonuje jej pacjent.

Myślę, że w każdej pracy empatia jest w pakiecie podstawowych kluczy do sukcesu. Empatia to umiejętność, którą może rozwinąć każdy z nas. Weźmy się za nią!

Ćwiczenie: wybierz sobie osobę z innego niż Twój świat, aby przeprowadzić z nią rozmowę. Niech to będzie osoba żyjąca zupełnie inaczej niż Ty. Np. ktoś w zupełnie innym wieku, lub w zupełnie innej sytuacji finansowej czy zdrowotnej. Przed rozmową wyobraź sobie, że żyjesz tak jak ta osoba. Wyszperaj jak najwięcej szczegółów na temat codziennego życia takiej osoby. Potem zamknij oczy i wyobraź sobie swój jeden dzień w świecie tej osoby. Na jeden dzień jesteś taką osobą. Żyjesz tak od pobudki, poprzez codzienne zajęcia, aż do końca dnia. Bądź konkretny, aż do przesady. Wyobrażaj sobie wszelkie drobiazgi, które Cię otaczają, sprawy, o które się troszczysz itp.

Po tym ćwiczeniu idź do tej upatrzonej osoby i przeprowadź rozmowę o tym co u niej słychać. Mam nadzieję, że była to mocno empatyczna rozmowa.

W czasie, gdy dzisiejsi gimnazjaliści skończą studia i pójdą do pierwszej pracy to raczej nie zobaczą na biurku czekającego na nich komputera. Zamiast tego zostaną wpuszczeni do chmury.

Chmura, czyli cloud computing to praca w internecie. Twój komputer jest przeglądarką. Reszta jest gdzieś w internetowej chmurze. Moim zdaniem za kilka lat w dużych firmach (a potem w innych) praca będzie oparta o chmury.

W pewnym sensie już dzisiaj można tak działać. Oto przykład sprzed kilku dni.
Leciałem do Lublany zrobić szkolenie z systemu komputerowego. Zwykle podróżuję ze swoim laptopem. Tym razem zapomniałem go zabrać z biura. Pożyczyłem od żony jej netbook ‘a. Nie było na nim niczego mojego, a mimo to miałem wszystko co potrzebne w Lublanie. Zrobiłem szkolenie, a w przerwach prowadziłem inny projekt – dokumentację do szkolenia miałem na korporacyjnym portalu, a powerpointową prezentację w emailach. Zresztą emaile trzymam na kilku gigabajtach firmowego serwera i korzystam z nich wyłącznie przez klienta sieciowego Zimbra.

Wizjonerzy technologiczni wróżą nam przyszłość w komputerowej chmurze. Wszelkie nasze elektroniczne sprawy będą ulokowane gdzieś w odległym miejscu. Dokumenty, listy, zdjęcia, filmy czy książki będą spoczywać w chmurze. Będziemy z nich korzystać na dowolnym urządzeniu podpiętym do globalnej sieci. Zaś przyjmując pracownika wręczymy mu informację o sposobie dostępu do jego obłoczka w firmowej chmurze i pokażemy miejsce, na którym danego dnia usiądzie. Nie będzie własnych komputerów, instalacji, ani konfiguracji konta pocztowego, czy programów biurowych.

Jeśli chcesz poczytać więcej o chmurze to polecam przystępny artykuł Wojciecha Mroczka pt. “Twoje dane w chmurze – czym jest cloud computing”

Ćwiczenie:  Jeśli masz ochotę zobaczyć jak wygląda praca w chmurze to radzę Ci zaprzyjaźnić się z produktami firmy Google. Sposób obsługi Gmail czy Google Docs wydają się próbką tego co za kilka lat będzie firmową codziennością.

Zaczynasz grać w okropną grę komputerową. Ludzie się tam mordują, jest masa przemocy. Grasz dalej i dalej. Spędzasz nad tym dziesiątki godzin. Masz w tej grze coraz lepsze wyniki, jesteś skuteczny w zabijaniu. Potem przychodzą do Ciebie naukowcy zajmujący się mózgiem i mówią, że jesteś bardzo interesującym przypadkiem. Po prześwietleniu Twojej głowy widać masę połączeń przypominających mózgi płatnych morderców.

Powyższy paragraf to nie fragment powieści science fiction, lecz wieści jakie przynoszą najnowsze badania nad ludzkim mózgiem.  Coraz częściej wpadają w moje ręce publikacje na temat neruplastyczności (Neuroplasticity). Upraszczając temat można powiedzieć, że co czym karmimy mózg (tj. zajęcia, zainteresowania, myśli, obrazy itd.) zmienia nasz mózg. Naukowcy podekscytowani tematem zabrali się do badania mózgów – począwszy od londyńskich taksówkarzy, aż po mnichów buddyjskich. Wyniki układają się w spójną całość: połączenia mózgowe zmieniają się w wyniku tego co robimy. Czyli jeśli chcesz mieć mózg, który niezawodnie pomoże Ci budować szczęśliwe życie to dbaj o to co oglądasz, czego słuchasz, w jakie gry grasz, jakie książki czytasz.

W tytule napisałem “wyłącz strzelanki”. Oczywiście  jest to rada dla tych, którzy marzą o harmonijnym życiu, którzy chcą osiągać sukcesy w oparciu o pełną zaufania i wsparcia współpracę z innymi ludźmi.

Zatem szczęśliwe życie i radość realizowania swojego powołania osiągną tylko ci, których mózg będzie w dobrej formie. Ma to mało wspólnego z ilorazem inteligencji czy pojemnością pamięci. Chodzi o to by mieć  mózg, który karmiony dobrymi treściami rozrasta się w sprawny organ do bycia wśród ludzi i z ludźmi. Taki mózg współdziała z umysłem i pomaga nam budować i utrzymywać dobre relacje z innymi.

Jak dobrze “dokarmiać” mózg? Jest masa prostych sposobów. Czasem wystarczy pójść na spacer do parku, zamknąć oczy i wsłuchać się w głosy ptaków. Niektórzy lubią przeczytać i zamyśleć się nad pięknym wierszem. Inni karmią mózgi muzyką, medytacją, serdecznym śmiechem, ciepłymi myślami wysyłanymi do innych osób, dobrymi spotkaniami, ładnymi filmami itd.

Jako ćwiczenie zrób sobie jeden dzień, na przykład jutro (od pobudki do nocy), świadomego “odżywiania mózgu”. Przez cały dzień zwracaj uwagę na to co dociera do Twojego mózgu. Jakie informacje? Jakie obrazy? Jakie myśli? Jak masz ochotę to notuj te “posiłki”, a przed zaśnięciem przeczytaj swoje notatki i zastanów się przez chwilę co Twój mózg “zjadł” w ciągu całego, długiego dnia.

Masz masę dobrych pomysłów, ale jak zaczynasz wypisywać je na kartce papieru to gubisz wątek. Męczysz się, a kolejne zdanie trudno zacząć, bo myśl właśnie uciekła. Jak idziesz na spotkanie lub wykład to robisz notatki, a gdy sięgasz po nie w przyszłości to masz problemy z połączeniem tekstu w sensowną całość.

Jeśli powyższe zdania są o Tobie to ten tekst może Ci ułatwić życie.

Proponuję, abyś rysował mindmap’y (czyli mapy myśli). Porzuć zapisywanie słów linijka po linijce na kartce w linie. Skorzystaj z czystych kartek i kolorowych pisaków. Twoje notatki będą wyglądać jak barwne drzewka z konarami o różnej grubości.

Tony Buzan opracował taki sposób zapisywania myśli i nazwał go Mind Maps. Jeśli znasz język angielski to posłuchaj co Buzan mówi o swoim wynalazku (tutaj jest link do filmu na YouTube).

Ja podzielę się moim doświadczeniem. Od paru lat mindmapuję.

Zabieram się za takie rozpisywanie pomysłów, gdy dostaję do zaplanowania projekt biznesowy lub interfejs użytkownika oprogramowania.

Na środku kartki rysuję obrazek kojarzący się z tematem, nad którym właśnie pracuję. Do głowy wpada mi masa pomysłów z różnych kawałków przedsięwzięcia. Każdy z nich znajduje swoje miejsce na przestrzeni kartki.

Mindmap’y opanowały, poza pracami koncepcyjnymi, także moje notatki z rozmów telefonicznych, negocjacji i wykładów. W takich szybkich, dynamicznych sytuacjach zwykle sięgam po ołówek lub długopis. Wtedy mindmap’y są szare, ale wciąż bardzo mi pomagają.

Mindmapy opierają się na założeniu aktywizacji obydwu półkul mózgowych. Lewa (tekstowa) jest dopełniana prawą (obrazkową i graficzną).

Dobre rezultaty daje przestrzeganie poniżej listy zaleceń:
1. zacznij od środka białej kartki ułożonej poziomo,
2. narysuj obrazek na środku,
3. używaj kolorów,
4. łącz główne gałęzie z obrazkiem na środku,
5. niech linie będą zakrzywione,
6. na każdej linii tylko jedno słowo,
7. używaj znaków graficznych i obrazków.

Próbowałeś robić notatki jako mindmap’y? Jakie są Twoje wrażenia? Napisz co sądzisz o MindMaps?