Co my tu mamy?
Siedem najnowszych
- Ani złotówki za programy dla ucznia.
- Płać gotówką.
- Spal swoje problemy.
- Pogoda ducha.
- Zapisz swoje marzenia.
- Cicha godzina.
- Zapoznaj się ze sobą.
Artykuły wg miesiąca
- Wrzesień 2010 (1)
- Sierpień 2010 (4)
- Lipiec 2010 (5)
- Czerwiec 2010 (4)
- Maj 2010 (4)
- Kwiecień 2010 (5)
- Marzec 2010 (4)
- Luty 2010 (4)
- Styczeń 2010 (3)
Tematy
Linki
- Ken Robinson w wykładzie o potrzebie kreatywności w szkole (PL napisy).
- Nastolatek idzie w świat – grupa na GoldenLine
- Test dominacji półkul mózgu
Google Translate
Płać gotówką.
27/08/10
Jednym ze sposobów na ograniczenie wydatków jest rozpoczęcie płacenia za wszystko gotówką. Gotówka jest bardziej bezpośrednia. Sprawia, że myślisz co kupujesz. Zdasz sobie pewno sprawę, że wydajesz w ten sposób mniej, niż przy używaniu kart kredytowych. Każdy możliwy zakup będziesz ostrożnej rozważał, nieprzewidziane “konieczności” staną się mniej konieczne, a duże zakupy zostaną przypuszczalnie odłożone, zmuszając Cię do pomyślenia jak się bez nich obejść. Jack Canfield “The Success Principles: How to Get from Where You Are to Where You Want to Be”
Podoba mi się pomysł Canfielda. Sam od jakiegoś czasu chodzę na zakupy z gotówką. Kiedyś odkryłem wygodę kart płatniczych. Kupowałem to co było potrzebne i dawałem sprzedawcy kawałek plastiku. Faktycznie wydawałem wtedy dużo więcej niż obecnie. Bez względu na to czy mam lat czterdzieści czy czternaście, powstrzymywanie się od gromadzenia niepotrzebnych przedmiotów jest trudne. Płacenia kartą, korzystanie z debetu, kredyty i pożyczki, są pułapkami mogącymi prowadzić do utraty kontroli nad swoimi finansami.
Przypuszczam, że nastolatkom trudniej utrzymać dyscyplinę zakupową niż osobie dorosłej. Lecz już od trzynastego roku życia można dostać kartę płatniczą. Zamiast tego proponuję: płać gotówką i czuj jak wydajesz pieniądze.
Osobisty znak towarowy.
16/07/10
Życie w internecie toczy się jak w małym miasteczku – wszystko co powiesz i gdzie pójdziesz jest skwapliwie zauważane przez ludzi z okolicy.
Mimo to internet jest kapitalnym wynalazkiem. Daje nam możliwość kontaktu z masą znajomych i przyjaciół. Nasze komentarze wpływają na innych ludzi. Nasze imię i nazwisko jest kojarzone z tym co publikujemy.
Niektórzy eksperci od internetu mówią, że w internecie budujemy markę (brand) swojego nazwiska.
Pracodawcy zbierają w wyszukiwarkach internetowych informacje o kandydatach.
Partnerzy biznesowi poznają szczegóły działalności swoich kolegów z informacji dostępnych w sieci.
Już nawet działają firmy świadczące usługi personal branding. Czyli na zlecenie klienta tworzą jego wizerunek internetowy, który ma poprawić notowania na rynku pracy.
Myślę, że warto pamiętać o znaczeniu naszego sieciowego wizerunku, gdy w przypływie emocji publikujemy teksty lub fotografie, które potem pragniemy usunąć. Wyeliminowanie materiału z wyszukiwarek takich jak Google jest zwykle niemożliwe.
Możemy wykasować tekst ze swojego profilu internetowego, a on mimo to pozostanie w globalnym archiwum.
Wyszukiwarki nieustannie przeglądają wszelkie ogólnodostępne strony www i kopiują zawartość na swoje serwery.
Zatem nim klikniesz przycisk OK i wyślesz w świat prowokacyjny tekst, pomyśl, że ten tekst trafia do Twojego przyszłego szefa.
Jeśli wciąż uważasz, że tekst nadaje się do publikacji to kliknij OK.
Nawet jeśli jakieś mocno osobiste zdjęcie wklejasz na portalu, gdzie ustawiłaś prawo dostępu jedynie kilku najbliższym przyjaciółkom to miej świadomość, że może ono trafić na strony dostępne dla każdego. Bowiem część prywatnych danych jest wykradana z serwisów społecznościowych, a inna część może zostać upubliczniona przez właściciela strony, która tak skomplikuje warunki regulaminowe, iż sami, nieświadomie, zgodzimy się na publikację swoich prywatnych materiałów.
Moim zdaniem warto być aktywnym uczestnikiem globalnej społeczności internetowej.
Będąc sobą tworzymy swój prawdziwy obraz. Może to dać satysfakcję, a w przyszłości pomóc realizować nawet bardzo poważne projekty.
Zadbajmy o ślady jakie pozostawiamy podpięte do swojego imienia i nazwiska. Niech nasz osobisty znak towarowy będzie najwyżej jakości.
Bezwarunkowa miłość.
11/06/10
“Akt bezwarunkowej miłości jest sposobem na nieograniczone istnienie”
Zobaczysz, że bezwarunkowa miłość jest potężną energią, która unosi nas przez najtrudniejsze okresy. Bezwarunkowa miłość wymaga praktyki i zaangażowania, by ta energia przenikała nasze codzienne życie. Często zaczyna się od nas samych, bo bez pokochania siebie nie dowiemy się, czym może być prawdziwa miłość. Poniżej kilka porad na temat bezwarunkowej miłości.
Krok 1: Naucz się wybaczać sobie i innym. Przebaczanie jest świetnym sposobem rozwiązania przeszłych urazów i podążenia do tego co lepsze.
Krok 2: Akceptuj ludzi takimi jakimi są. Siebie samego oczywiście też. Nie możesz zmienić innych jeśli oni tego nie chcą. Jeśli chcesz kogoś zmienić to zmień siebie. Bo zwykle to Ty jesteś tym, kto ma problem.
Krok 3: Pamiętaj, aby podjąć ryzyko bycia otwartym i podatnym na zranienie dla tych, z którymi jesteś; bez warunków wstępnych i oczekiwań.
Krok 4: Zawsze, ale to zawsze, pamiętaj by mieć dość szacunku dla siebie i swobody bycia sobą; zamiast bycia takim jak inni tego chcą lub oczekują.
Powyższy tekst jest tłumaczeniem z angielskiego How to Practice Unconditional Love
Dla zainteresowanych: http://www.thelovefoundation.com
Pomyśl zanim cokolwiek zrobisz.
28/05/10
Każda rzecz tworzy się dwa razy. Najpierw tworzymy w myślach, a potem tworzymy w rzeczywistości, gdy realizujemy pomysł.
Im dokładniej widzisz w głowie to czego chcesz dokonać, tym lepiej wypadnie Twoje działanie. To tak jak z górską wycieczką. Najpierw odbywasz ją palcem po mapie. Zaznaczasz na papierze szczyt, który chcesz zdobyć. Uważnie badasz szlak prowadzący na wierzchołek. W myślach pokonujesz przeszkody.
Potem idziesz na tą samą wycieczkę w prawdziwych górach, na nogach masz porządne buty, w plecaku wodę, a na plecach czujesz pot w miarę jak rośnie wysiłek i zmęczenie. Zmagasz się po raz drugi z tym co już przeszedłeś w myślach.
Ostatnio wygłaszałem półgodzinną prezentację dokładnie na ten temat. Korzystałem z książek Stephena Coveya, w których pisał on o podwójnym tworzeniu (1. w myślach, 2. w fizycznym świecie). Podczas wystąpienia parę razy powtórzyłem, użyte przez Coveya, zwroty: “pierwsze tworzenie” oraz “drugie tworzenie”. Jeden ze słuchaczy, doskonale znający te książki, odparł, że zamiast opowiadać ludziom o pierwszej i drugiej kreacji można po prostu powiedzieć: “pomyśl zanim cokolwiek zrobisz”.
Faktycznie! Czasem ubieramy ten temat w wyszukane zwroty typu “spisanie swojej misji”. Zaś budzenie swojej wyobraźni pakujemy w mądrze brzmiące techniki wizualizacji.
Lecz to co najważniejsze można powiedzieć prostym językiem.
Zatem powiem to inaczej: wymyśl swoje życie, wymyśl najważniejsze osiągnięcia, a potem będziesz już tylko potrzebować wytrwałości, aby wejść na wymarzone szczyty.
Ćwiczenie: Gdy w ciągu najbliższych dni zabierzesz się za jakieś zadanie to zrób je dwa razy. Najpierw wyobraź sobie (ze szczegółami) jaki ma być wynik Twojej pracy. Potem wykonaj tą pracę.
Naucz się akceptować porażkę. To może być najważniejsza sprawa jaka pomoże Ci odnosić… sukcesy.
Mój przyjaciel zmienia swoje życie. Od kilkunastu miesięcy mówi o porzucenia obecnej roboty i rozpoczęciu czegoś nowego. Słowa to jedyny znak zmiany. Wciąż trwa w tym od czego chce uciec. Ostatnio rozmawialiśmy o jego pracy. Przyjaciel wyznał, że w starym, złym miejscu trzyma go głównie strach przez porażką. Ma problem z wyobrażeniem sobie poniesienia klęski. Wyznał, że teraz już wie, iż problemem jest obawa klęski. Pracuje nad tym by zaakceptować możliwość porażki w nowej działalności.
Może jesteś w podobnej pułapce jak mój przyjaciel? Może masz pomysł, aby coś zrobić? Intuicja podpowiada Ci podjęcie nowego projektu. W tym samym czasie głos zdrowego rozsądku ostrzega, że może się nie udać, że jest duże ryzyko porażki.
Czy jesteś gotów na spotkanie porażki? Czy wyobrażasz sobie moment, gdy Twój projekt pada? Gdy realizacja Twojej wizji osiągnęła dno?
Co by było, gdyby wszystko się zawaliło? Co wtedy stracisz, a co zyskasz?
Proponuję uznać, że porażka jest w porządku. Najwięcej osiągasz wędrując na szczyt. Myślę, że droga do sukcesu (lub klęski) uczy nas więcej niż sam pobyt u celu.
Popatrzmy na to z jeszcze innej strony. Co byś wybrał: doświadczenie pieszej wycieczki w góry, gdy przed dojściem do szczytu załamanie pogodny zmusi Cię do powrotu do schroniska, czy też wycieczkę helikopterem, którym z powodzeniem dolecisz na szczyt góry?
Pierwsza wersja to klęska, bo cel nie został osiągnięty. A jednak to właśnie taka klęska jest dla mnie bardziej pociągająca. Wędrówka w górach jest fajnym doświadczeniem. Podczas wędrówki wydarzają się niesamowite rzeczy. Lot śmigłowcem też mógłby być sympatyczną rozrywką, ale nie widzę wiele frajdy w samym wylądowaniu na czubku góry.
Myślę, że podążenie drogą może być prawdziwym celem. Wędrówka na szczyt naszych marzeń jest najważniejsza. W drodze przeżywamy przygodny. W drodze zdobywamy doświadczenia. W drodze poznajemy ludzi. W drodze uczymy się coraz skuteczniej robić dobre rzeczy. Czasem trafiamy w ślepą uliczkę i wtedy szukamy innej drogi. Może obierzemy wtedy inny szczyt, na który poszukamy nowej drogi. Porażka (ślepa uliczka) jest częścią wędrówki. Tworząc plany zdobywania szczytów, bądźmy za pan brat z porażką. Może wtedy osiągniemy szczyty, jakie przed pierwszą porażką były poza naszymi wyobrażeniami.
Ćwiczenie: Wypisz na kartce pomysły na projekty, które chodziły (lub chodzą) Ci po głowie, ale nigdy ich nie zrealizowałeś. Wybierz jeden z nich. Wyobraź sobie, że podejmujesz się jego realizacji. Wypisz co zrobisz krok po kroku, aby osiągnąć wymarzony cel. Teraz pomyśl, że w połowie tych działań, a po wielu tygodniach pracy, okazuje się, iż cel jest nieosiągalny. Jesteś w ślepej uliczce. Czego nauczyła Cię ta droga? Co zmieniłeś w sobie i w otoczeniu nim utknąłeś w ślepej uliczce?
Empatii nigdy dość.
14/05/10
Empatia to wczuwanie się w odczucia innych.
Jeśli chcę cokolwiek sprzedać, ciekawie opowiedzieć lub zaprezentować to najważniejsze abym wczuł się w tych, do których mówię.
Zwykle, gdy kontaktujemy się z ludźmi podobnymi do nas, to chwila refleksji wystarczy, aby przełączyć się na wpółodczuwanie z naszymi rozmówcami, wiedzieć co im może chodzić po głowie. Jednak czasem przychodzi nam mówić do osób z innego świata. Jak zrozumieć co oni czują?
W takiej sytuacji radzę pobyć trochę w ich świecie, popatrzyć na życie ich oczami.
Czytałem w tym tygodniu opowieść kobiety, która rozpoczynała pracę z pacjentem cierpiącym na schizofrenię. Żeby wczuć się w to jak żyje taki chory, dostała na uszy słuchawki i przez kilka godzin miała w głowie rozpraszające głosy i nawoływania. W takim stanie miała załatwiać rozmaite sprawy i starać się normalnie funkcjonować. Po tym krótkim doświadczeniu była bardzo zmęczona psychicznie i fizycznie. Życie z chorobą psychiczną było ponad jej siły.
Innym razem miała pracować z pacjentem poruszającym się na wózku. W związku tym szef przywiózł jej wózek inwalidzki i poprosił, by pozostała na nim przez jeden dzień pracy. Dostała namiastkę tego jak funkcjonuje jej pacjent.
Myślę, że w każdej pracy empatia jest w pakiecie podstawowych kluczy do sukcesu. Empatia to umiejętność, którą może rozwinąć każdy z nas. Weźmy się za nią!
Ćwiczenie: wybierz sobie osobę z innego niż Twój świat, aby przeprowadzić z nią rozmowę. Niech to będzie osoba żyjąca zupełnie inaczej niż Ty. Np. ktoś w zupełnie innym wieku, lub w zupełnie innej sytuacji finansowej czy zdrowotnej. Przed rozmową wyobraź sobie, że żyjesz tak jak ta osoba. Wyszperaj jak najwięcej szczegółów na temat codziennego życia takiej osoby. Potem zamknij oczy i wyobraź sobie swój jeden dzień w świecie tej osoby. Na jeden dzień jesteś taką osobą. Żyjesz tak od pobudki, poprzez codzienne zajęcia, aż do końca dnia. Bądź konkretny, aż do przesady. Wyobrażaj sobie wszelkie drobiazgi, które Cię otaczają, sprawy, o które się troszczysz itp.
Po tym ćwiczeniu idź do tej upatrzonej osoby i przeprowadź rozmowę o tym co u niej słychać. Mam nadzieję, że była to mocno empatyczna rozmowa.
Trzy rady dla absolwenta: zapomnij o wykształceniu, uwierz w potencjał i bądź dożywotnim uczniem.
07/05/10
1. Nie jesteś tak mądry jak Ci się wydaje. Formalne wykształcenie akademickie jest wspaniałą sprawą, szczególnie zdobyte na jednej z szacownych uczelni. Jednak wykształcenie, a wiedza zdobyta przez doświadczenie to dwie różne sprawy. Sprawisz sobie ogromną przysługę, gdy zapomnisz o swoim wykształceniu i przyjmiesz postawę osoby początkującej.
2. Masz większy potencjał niż sobie potrafisz wyobrazić. Przez te wszystkie lata, byłem oczarowywany tym co ludzie potrafią zrobić. Robili o wiele więcej niż kiedykolwiek uważałbym za możliwe. Wszystko ma znaczenie. Małe działania mogą prowadzić do wielkich konsekwencji. Nie pozwól, aby korporacyjny cynizm zmniejszył lub zmiótł Twoje marzenia. Możesz być właśnie tą osobą, która zmienia wszystko i która stanowi ogromną różnicę.
3. Dopiero rozpoczynasz swoją naukę. Świat zmienia się tak szybko, że Twoje wykształcenie jest niemal przestarzałe w momencie uzyskania dyplomu. Natomiast Twoje nastawienie i narzędzia, które opanowałeś są ponadczasowe. Jeśli zamierzasz osiągnąć sukces to musisz być dożywotnim uczniem. Przede wszystkim, czytaj. Jak mówi John C. Maxwell “Przywódcy to czytelnicy, a czytelnicy to przywódcy”. Ja widziałem jak to przebiega wiele, wiele razy. Czytaj książki. Subskrybuj ważne blogi. Słuchaj podcastów.
Powyższe rady pochodzą od Michael’a Hyatt’a, który szefuje jednemu z większych amerykańskich wydawnictw. Rady dla absolwentów przekazał kilka dni temu na swoim blogu. Cenię Michael’a. Jego blog czytuję od wielu miesięcy i dzielę się z Tobą jego radami, bo są w pełni zgodne z tym co widziałem przez dwadzieścia lat pracy z ludźmi w kilkudziesięciu krajach.
Umiejętność jedzenia pałeczkami oraz znajomość przynajmniej podstawowych zwrotów po chińsku – warto je opanować z myślą o biznesie w przyszłej dekadzie.
Jeśli chcesz robić z pasją to co jest Twoim powołaniem i wybiegniesz w marzeniach do roku 2020 to najprawdopodobniej zobaczysz się w towarzystwie międzynarodowym.
Polska jest i będzie dla większości z nas (tzn. dla osób aktywnych) bazą do pracy globalnej. Każda droga kariery wpada w ocean globalności. Wydaje się to oczywiste, gdy idziesz do pracy w międzynarodowej korporacji. Lecz okazuje się, że także polski nauczyciel, urzędnik, lekarz, właściciel zakładu produkcyjnego, muzyk, dziennikarz czy informatyk to zawody międzynarodowe. Świat jest tak niesamowicie powiązany, że każdy kto chce być najlepszy w tym co robi potrzebuje coraz bardziej korzystać z wiedzy zagranicznej. Co więcej bycie najlepszym też staje się światowe. To co robisz ma wpływ na Twoją wioskę, a jednocześnie na rozwój na innym krańcu świata.
Dotychczas międzynarodowość oznaczała amerykańskość i język angielski. Korzystaliśmy z amerykańskich urządzeń, bawiliśmy się przy ich rozrywce, byliśmy manipulowani przez ich model mediów, porozumiewaliśmy się ich językiem, robiliśmy interesy wg ich wzorców itp.
Teraz świat idzie na wschód. Myślę, że coraz bardziej w biznesie, kulturze, medycynie, żywieniu czy rozrywce będziemy widzieć wpływy azjatyckie. Międzynarodowość następnych dekad będzie w dużej mierze chińska.
Młodzież w innych krajach Europy coraz częściej uczy się języka Chińczyków. Może wkrótce do polskich szkół zawita język mandaryński.
Zamiast czekać na przebudzenie systemu edukacyjnego sami weźmy się do roboty. Im lepiej poznamy kulturę i język Chin tym pełniej wykorzystamy szansę współpracy z nimi w roku 2020.
Leniwi powiedzą, że kontakty z Chinami można utrzymywać po angielsku. To prawda, ale tylko znajomość lokalnego języka pozwala na pełną współpracę.
Co z tym zrobić? Jeśli znasz już język angielski i zastanawiasz się jaki dodatkowy język wybrać to radzę, abyś pomyślała o rozpoczęciu kursu języka mandaryńskiego. (Już jest w Polsce coraz więcej chińskich nauczycieli, podręczników i kursów.)
Ze szkoły wynosimy głównie kontakty z ludźmi, którzy będą naszym światem wiele lat po opuszczeniu klasy.
Jeśli decydujesz się na ciekawe życie i robienie tego co chcesz, to wybierz szkołę, w której spotkasz fajnych ludzi.
Kontakty będą najważniejsze. Dyplom przyda Ci się tylko po to, aby dostać pierwszą robotę. Potem mało kto będzie przywiązywał wagę, gdzie studiowałeś i jakie miałeś oceny.
W życiu ważni są ludzie. Sieć przyjaciół jest oparciem i my jesteśmy oparciem dla przyjaciół. Szkoła średnia i studia to czas kiedy budujemy te więzi.
Im ciekawsze miejsce nauki, przyciągające ludzi, dla których ważne w życiu jest to co dla nas, tym większa wartość tego co wynosimy ze szkoły.
Jeśli czeka Cię wybór szkoły lub uczelni, to radzę dobrze sprawdzić kto się tam uczy. Dopiero w dalszej kolejności sprawdzałbym inne informacje o szkole.
Ostatecznie pewnie okaże się, że ciekawe i innowacyjne szkoły przyciągają nieprzeciętnych uczniów lub studentów. Lecz uwaga na tzw. “dobre szkoły” – sprawdź je dokładnie, bo możesz wylądować w gronie bezmyślnych ludzi, goniących za wynikami w nauce płacąc za to cenę życia na granicy fizycznej i psychicznej wytrzymałości.
Dla mnie dobra szkoła to taka, gdzie ludzie są zżyci, mogą na siebie liczyć i wiele wysiłku wkładają w pomaganie innym odnosić sukcesy. Jeśli znasz taką szkołę to idź do niej – tam się może zaczynać Twoja przyszłość, którą odkryjesz po wielu latach.
Jak jest Twoja supermoc? Co jest takiego co potrafisz robić naprawdę super?
Posłuchajcie tej opowieści:
Jak byłem dzieciakiem to uwielbiałem Legion Superbohaterów oraz Ligę Sprawiedliwych. Były to komiksy biedujących pisarzy komiksów, z zabawnymi i trochę głupawymi opowieściami, w których spotykała się cała paczka superbohaterów, żeby przesiadywać w klubie, a potem wspólnie rozwalać jakieś potwory, których pojedynczy superbohater sam by nigdy nie pokonał.
Natomiast, gdzieś na początku większości tych komiksów była scena, gdzie obcy spotyka ekipę. Nieuchronnie bohaterowie się przedstawiają. Oczywiście Batmat czy Superman nie potrzebowali przedstawiania, ale pomniejsi bohaterowie musieli zaistnieć i opisać swoje supermoce.
“Jestem Osa, potrafię skurczyć się do kilku centymetrów, latać przy pomocy owadzich skrzydeł i strzelać strumieniami energii.”
Jacyś szykowni marketerzy mogliby to nazwać stwierdzeniem pozycjonującym lub wyjątkowym atutem handlowym. Oczywiście to nie to. Tu chodzi o supermoc.
Gdy spotykasz kogoś nowego to potrzebujesz mieć supermoc. Jak nie masz to jesteś tylko jeszcze jednym uściskiem dłoni. Nie chodzi o nagabywanie lub szczególne napieranie. Tu chodzi o uczynienie powitania wyrazistym.
Jeśli nie znasz swojej supermocy to ja nie wiem jak możesz mi pomóc (albo jak ja mogę Tobie pomóc).
Gdy opowiadam ludziom historię o supermocy to wydaje się, że łapią o co chodzi. Lecz jak potem pytam o ich supermoc, to przywołują coś co mogło by być mocą, ale nie jest w istocie super. To taki rodzaj średniej mocy. “Jestem miły i usłużny” – bo tego nas uczono. Wybaczcie, to jest dobre, ale nie jest super.
Jeśli chcesz być filarem to moc jaką kładziesz na stole musi być bardzo trudna do zastąpienia. Bądź śmielszy i myśl o czymś większym. Nic Cię nie powstrzymuje.
To są słowa Seth’a Godin z wydanej w tym roku książki “Linchpin: are you indispensable?” (“Linchpin [zawleczka/filar]: czy jesteś niezbędny?”)
Jako zadanie proponuję: pomyśl o sobie jako o obcym na spotkaniu superbohaterów i powiedz jaka jest Twoja supermoc. Nie rozwinąłeś jeszcze supermocy? To wybierz co będzie Twoją supermocą, czymś super co będziesz dawał innym. Szlifuj to, szlifuj to i cały czas szlifuj – musisz to mieć w o niebo lepszym stanie niż dzisiaj.
