Co my tu mamy?
Siedem najnowszych
- Podczas głosowania i wyborów pan Fulton czytywał dwie gazety, żeby lepiej wiedzieć, na kogo głosować.
- Ale od nas zależy, żeby w szkole lubieć się, poznać się i pomagać sobie wzajemnie.
- Edukacja umierania.
- Pruska szkoła nad Dunajem (i nad innymi rzekami).
- Zaadoptuj dom dziecka.
- Jak nauczyć pracy na odległość?
- Mózg i serce nie stanowią dwóch odrębnych pudeł, worków czy magazynów…
Najnowsze komentarze
- Bernard o Zaadoptuj dom dziecka.
- Joanna o Zaadoptuj dom dziecka.
- Rita o Zaadoptuj dom dziecka.
- przemlo o Test trzech kół – czyli co robić w życiu?
- Rita o Świat męski, świat żeński.
- Rita o Psychologiczna mapa rozwoju człowieka.
- Aneta Babiuk-Massalska o Mózg i serce nie stanowią dwóch odrębnych pudeł, worków czy magazynów…
Artykuły wg miesiąca
- Styczeń 2012 (2)
- Sierpień 2011 (1)
- Lipiec 2011 (1)
- Maj 2011 (1)
- Kwiecień 2011 (1)
- Marzec 2011 (1)
- Luty 2011 (1)
- Styczeń 2011 (1)
- Grudzień 2010 (1)
- Listopad 2010 (1)
- Październik 2010 (3)
- Wrzesień 2010 (4)
- Sierpień 2010 (4)
- Lipiec 2010 (5)
- Czerwiec 2010 (4)
- Maj 2010 (4)
- Kwiecień 2010 (5)
- Marzec 2010 (4)
- Luty 2010 (4)
- Styczeń 2010 (3)
Tematy
Linki
- FranklinCovey Edukacja na FB
- Ken Robinson w wykładzie o potrzebie kreatywności w szkole (PL napisy).
- Test dominacji półkul mózgu
Google Translate
Podczas głosowania i wyborów pan Fulton czytywał dwie gazety, żeby lepiej wiedzieć, na kogo głosować. I wtedy Dżek o każdym nieszczęśliwym wypadku dowiadywał się dwa razy. W jednej gazecie pisało zawsze, że winni są rodzice, bo nie pilnują dzieci, a w drugiej, że z winy policji, która nie pilnuje porządku. W ten sposób ojciec Dżeka wiedział jakiego wybrać prezydenta, a Dżek – czego nie należy robić, bo jest niebezpieczne.
Janusz Korczak, „Bankructwo małego Dżeka” 1924
________________________________________________________________________
Na nowo odkrywam pisma Janusza Korczaka. Obchodzimy w Polsce rok Korczaka, a to świetny pretekst do przypomnienia jego prac.
Już parę razy przytoczyłem tutaj korczakowskie cytaty.
Dzisiaj kolejny kawałek, tym razem elementarna edukacja nt. mediów. Skojarzyło mi się z tym, co dzisiaj widzimy w mediach.
Na mój gust media są subiektywne i wyrażają poglądy swoich wydawców. Zatem warto w nich poszukiwać opinii o świecie, a prawdy poszukiwać samodzielnie. W przełomowych momentach, pan Fulton zdroworozsądkowo czytał dwie gazety.
Nas też nie wyręczy dobór gości w studiu TVN24, ani przegląd prasy w Radiu Maryja. Bo obydwa zespoły redakcyjne wydają się konsekwentnie skupione na swoim wąskim kącie widzenia świata.
W tych ciekawych czasach, polecam naśladowanie pana Fultona.
Młodym zdaje się, że łatwo zrobić, żeby nie było biednych, żeby nie było niesprawiedliwości i krzywdy.Edukacja umierania.
26/08/11
We wrześniowych “Charakterach” Laurence Freeman dotyka samobójstw. Ja wiem, że to trudny temat. Ja wiem, że zamiatamy go pod dywan. Ja wiem, że w szkołach samobójstwa bywają zakłamywane przez mówienie o nieszczęśliwych wypadkach.
Jakkolwiek się byśmy nie uciekali od tematu śmierci, to on i tak pozostanie w naszym otoczeniu. Zatem proponuję stawić czoła wyzwaniu edukacji o umieraniu. Temat dla odważnych wychowawców. Oby w otoczeniu każdego nastolatka znalazł się choć jeden odważny wychowawca.
Poniżej cytuję fragment tekstu Freemana. Zachęcam do przeczytania całości w “Charakterach”.
W społeczeństwie, w którym liczba samobójstw ciągle rośnie, szczególnie wśród ludzi młodych, musimy zadać sobie pytanie: jak proces edukacji przygotowuje nas na ten ludzki dramat? Co mają w sobie i z czego mogą czerpać ci, którzy dotrą do punktu przerażającej jasności rozumienia, że są już w całkowitej ciemności? Czy mają jakąś pamięć kogoś, kogo życie przekazano im poprzez tradycję duchową, zbiorową subtelną świadomość i mistyczny przekaz, że ten moment ciemności musi być przyjęty, a nie uniknięty? Musi być przyjęty, ponieważ nie może być uniknięty: “człowieku, musisz umrzeć, to jest odwieczne przymierze”, i nawet popełniając samobójstwo nie unikniesz tego. Tyle tylko, że śmierć ma dwa wymiary – biologiczny i duchowy.
A zatem umrzeć trzeba. Ludzka natura i pradawna mądrość podpowiadają nam, że przez śmierć można przejść, niekoniecznie pragnąc jej jako nagłej. Prawdopodobnie nawet po zakończeniu biologicznego życia przyjdzie nam umierać dalej. I jakkolwiek długa będzie śmierć duchowa, to “umieranie jaźni” stopniowo będzie prowadzić do wzrostu w Jaźni. W miarę jak postępuje taka śmierć, otwiera ona nowy rodzaj życia, nawet tego tutaj, na ziemi, dotąd tak nieszczęśliwego. (“Na krawędzi życia”, Laurence Freeman, Charaktery 2011, nr 9, s. 120)
Zachęcam do wymiany zdań na temat: Czy rozmawiacie z dziećmi i młodzieżą o umieraniu? Jak to robicie?
“Nauczycielki są przerażone, gdy zdają sobie sprawę, że są częścią systemu stworzonego, by z dziecka zrobić małego żołnierza lub bezwolnego urzędnika.” – stwierdziła znajoma Węgierka, która pracuje nad zmianą systemu edukacyjnego w swoim kraju.
Brigitta uparcie podkreśla, że dzisiejsza szkoła wywodzi się z Prus, gdzie stworzono system uczenia posłuszeństwa, subordynacji i wpojenia reguł życia kolektywnego. Matką germańskiego pomysłu była potrzeba stworzenia państwa, gdzie kadry urzędników i żołnierzy będą oddane krajowi i jego przywódcom.
Zaintrygowany wypowiedziami Węgierki, poczytałem o historii edukacji w ostatnich dwóch wiekach. Faktycznie pruski sukces szkolny miał spory wpływ na pomysły wdrażane w wielu krajach. System dobrze wpisywał się też w wymagania industrializacji, gdy potrzeba było rzesz pracowników do zapełnienia miejsc przy taśmach produkcyjnych.
Na tym tle trwa ciekawa debata wśród amerykańskich pedagogów, którzy poszukują rozwiązania edukacyjnej łamigłówki w okresie postindustrialnym. Barwną postacią tej dyskusji jest John Taylor Gatto.
Jego zdaniem, spuścizną wypromowania w USA pruskiego modelu nauczania było położenie nacisku na zapamiętywanie, a nie myślenie. Podążanie za indywidualnymi zainteresowaniami zostało pokrzyżowane podziałem dnia na lekcje i przedmioty. No i podobnie jak w Prusach, państwo postawiło się w roli faktycznego rodzica dla dzieci, które wzięło pod opiekę edukacyjną.
Trwa poszukiwanie nowych rozwiązań. Wygląda na to, że zasada “idź do szkoły, zdobądź wykształcenie i dostań posadę” przestała działać. W Polsce jest ona jeszcze podtrzymywana przez polityków działających na zgubę kraju, którzy tworzą niezliczone posady w administracji, dając publice ułudę bezpiecznych miejsc pracy. Zamiast przebudzić rodaków do poszukiwania innowacyjnych sposobów zarobkowania, utwierdzamy ich w przekonaniu, że stabilna posada jest wciąż dostępna, pod warunkiem dobrania się do wspólnego pustawego portfela. Finanse publiczne są w coraz bardziej opłakanym stanie, co jest chyba jasnym sygnałem, że jesteśmy w ślepej uliczce.
Chcę przez to powiedzieć, że wyzwania naszej edukacji są o rząd wielkości większe niż w Stanach lub na Węgrzech. Bowiem oni już zdali sobie sprawę, że mają poważny problem nieadekwatności nauczania do sytuacji na rynku. My wciąż tkwimy w iluzji, że podwyżki dla nauczycieli i wiek dzieci posyłanych do pierwszej klasy, to najpilniejsze tematy edukacyjne.
Uważam, że ani nauczyciele, ani urzędnicy krajowi, ani tym bardziej unijni, nie znajdą pomysłu na dobre wychowanie i wykształcenie naszych dzieci.
Moim zdaniem edukacja jest zadaniem, które stoi przed każdym rodzicem. Każdy z nas może pomyśleć jakich umiejętności będzie potrzebować dziecko w wieku 25 lat. Nasza wiedza o świecie i jego zmianach podpowie nam możliwy wygląd rynku w czasie, gdy nasz maluszek będzie już żył na własny rachunek. Jestem przekonany, że nasza wizja świata będzie co najmniej tak trafna, jak opinie edukacyjnych “ekspertów”.
Co więcej, interesujmy się tym co i jak jest uczone w szkole naszego dziecka. Z pewnością masa kompetencji jakie uważamy za istotne są pominięte w programie szkoły.
Myślę, że także w Polsce szkoła robi posłusznych żołnierzy i bezmyślnych urzędników z bystrych i kreatywnych dzieciaków. W moim przekonaniu, zmiana jeśli nastąpi, to wyjdzie od rodziców.
Przecież zamiast trenować młodzież w tym jak równo stać w szeregu i dopasować się do wymagań absurdalnych testów, możemy uczyć budować więzi w grupie, zachęcać do życia swoim unikalnym potencjałem, rozwijać talenty, odkrywać jak pchnąć świat do przodu i przyzwoicie utrzymać swoją rodzinę.
Zaadoptuj dom dziecka.
11/05/11
Poniżej dzielę się w Wami prezentacją programu 7 nawyków dla domu dziecka. Przy wydatnej pomocy kilku przyjaciół wymyśliłem to kilka tygodni temu. Z radością patrzę, jak pomysł spotyka się z serdecznym przyjęciem wśród znajomych, którym o tym opowiadam. Lada miesiąc ruszamy w pierwszym domu dziecka. Potem kolejne.
Mówiąc językiem biznesowym projekt jest skalowalny. Czyli przekładając to na nasze, jest w nim miejsce dla każdego zainteresowanego. Oznacza to, że jeśli jesteś wychowawcą lub wychowankiem domu dziecka, a chcesz wprowadzić w Waszym domu 7 nawyków Coveya to napisz do mnie. Pewno znajdę dla Was biznesowego opiekuna i ustalimy kiedy bierzemy się do roboty.
Jeśli pracujesz w firmie, lub jesteś jej właścielem czy szefem, a marzy Ci się otwarcie dla współpracowników ścieżki wartościowej przygody to odezwij się do mnie. Na pewno w Twojej okolicy jest bidul, gdzie wychowankowie to fajne łobuzy, które potrzebują kontaktu z dobrymi ludźmi. Zaś Twoi pracownicy znajdą inne znaczenie pojęcia “integracja zespołu”, gdy wspólnie skupią się na pracy w domu dziecka.
Jeśli jesteś w małym przedsiębiorstwie i pełne opłacenie programu to dla Ciebie za duże pieniądze, to znajdziemy dla Ciebie innych przedsiębiorców, abyście wspólnie zaadoptowali jeden dom dziecka.
Być może jesteś w zarządzie korporacji i lubisz działania z rozmachem? Może chcesz dać 7 nawyków wielu placówkom? Doskonale! Daj znać, a przyjedziemy do Ciebie i pogadajmy o szczegółach.
W tym programie wszyscy się rozwijamy. W centrum są wychowankowie, którzy pójdą w dorosły świat z życiową busolą ustawioną na azymut wartościowego życia. Lecz każdy z nas stający przed wyzwaniem dzielenia się z młodymi prawidłami życia, przejdzie drogę krystalizowania tego co chce przekazać.
Wiem, że chwila zatrzymania się w codziennym pędzie, spotkania z młodymi i zrobienie czegoś dobrego to wyjątkowe przeżycie. Gdy jest to doświadczenie dzielone z ludźmi, z którymi na codzień łączy nas praca zawodowa to relacje w zakładzie mogą wejść na ciekawe tory.
Kontakt: info@fc.edu.pl lub 721 569 721
Jak nauczyć pracy na odległość?
04/04/11
Coraz częściej współpracuję z osobami, których nigdy nie widziałem na oczy.
Myślę, że ten trend będzie się umacniał i chciałbym, aby uczniowie wynieśli tą umiejętność ze szkoły.
Powiem jak to wygląda w moim przypadku, potem podam możliwe sposoby wdrażania tego w szkole oraz narzędzia, które mogą być do tego przydatne.
Co to jest praca na odległość?
Moi najbliżsi współpracownicy siedzą w trzech w trzech miejscach: w Kuala Lumpur, w Lugano oraz w Warszawie. Są dni, gdy więcej spraw załatwiam w Kuala Lumpur niż z kolegami z sąsiedniego pokoju w Warszawie. Co więcej, łączy nas realizacja projektów w kilkunastu innych krajach, czasem nawet nie wiemy dokładnie, gdzie te miejsca się znajdują.
Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałem pracę w środowisku międzynarodowym, typowym sposobem wdrażania zagranicznych projektów były podróże. Teraz zasięg geograficzny mojej pracy jest dużo większy, przy jednoczesnym poważnym ograniczeniu moich podróży. Przyczyny dla których tak się dzieje, i dlaczego jestem przekonany, iż trend będzie się umacniał pozostawię na inną okazję. Tutaj chcę podkreślić, że powszechną umiejętnością u naszej młodzieży powinna być sprawność w następujących obszarach pracy na odległość:
- realizacja zadań przydzielonych przez szefa, który jest daleko stąd;
- dzielenia zadań z ludźmi, którzy są daleko, czasem w innych strefach czasowych;
- wspólne opracowywanie dokumentów online;
- wygłaszanie prezentacji do słuchaczy rozrzuconych po świecie;
- branie odpowiedzialności za podwładnych pracujących na odległość;
- kierowanie projektami z uczestnikami rozproszonymi po świecie.
Jak szkoła może nauczyć pracy na odległość?
Potrzeba współpracy ze szkołami oddalonymi od naszej szkoły. Proponuję na początek współpracę ze szkołami w innych miejscowościach w Polsce. Wtedy pokonujemy barierę geograficzną, a pozostajemy wśród ludzi mówiących po polsku. Potem przyjdzie czas na eksperymenty z językami obcymi.
Radzę, aby doświadczenie zdalnej pracy najpierw zdobyli nauczyciele, a potem zachęcali do tego uczniów. Będzie Wam o niebo łatwiej wprowadzać uczniów w temat pracy na odległość, gdy sami tego doświadczycie na własnej skórze. Jak zdobyć doświadczenie? Moim zdaniem najbardziej oczywistym sposobem będzie realizacja projektu z inną szkołą, która wdraża pracę na odległość. Wtedy nauczyciele z obydwu szkół mogą zdalnie realizować projekt pt. “Narzędzia i techniki do nauki pracy na odległość.”
Potem, gdy przyjdzie kolej na uczniów to pozwólcie im na realizację jednego ze szkolnych projektów na odległość. Praca metodą projektu jest przecież obecna w szkole. Teraz dodajemy do niej nowy wymiar: geograficzne rozproszenie uczestników.
Jak rozumiem, że to jest dla Was wyzwanie. Już metoda projektu jest dla wielu z Was czymś obcym i dziwnym. O ile w międzynarodowym biznesie jest to dość oczywiste, o tyle w rodzimych firmach różnie to wygląda, zaś w instytucjach administracji i edukacji patrzenie na przedsięwzięcia jak na projekty jest rewolucją. Wiem o tym i pewno jeden z odcinków Talentovni poświęcę moim doświadczeniom w zarządzaniu projektami przetłumaczonym dla młodzieży.
Teraz wróćmy do pracy na odległość. Uczniowie realizują projekt w zakresie i ramach czasowych takich samych jakby robili to w klasie. Lecz spotkania, burze mózgów, raportowanie ze stanu zbierania materiałów i osiągania kolejnych etapów projektu będzie się tu odbywać przy użyciu innych niż zwykle technik. Czyli narzędzia mają tu kluczowe znaczenie.
Jakimi narzędziami realizować zdalne projekty w szkole?
Uważam, że mamy do dyspozycji tak dobre bezpłatne narzędzia, iż cała impreza może się odbyć bez wydania grosza. W swoich przedsięwzięciach biznesowych korzystałem z palety narzędzi, zarówno darmowych, jak i takich, które kosztowały tysiące dolarów. Powodzenie pracy na odległość zależało od różnych czynników, lecz fakt używania bezpłatnych rozwiązań był bez znaczenia.
Potrzebujemy możliwości dzwonienia do kilku osób jednocześnie. Czasem miło będzie zobaczyć na ekranie twarz rozmówcy, lub to co ma swoim komputerze. Do tego idealnie przyda się Skype. Jego funkcje połączeń konferencyjnych, wideo i udostępniania ekranu wiele razy służyły mi w projektach komercyjnych. W szkole też sobie poradzą.
Rozpisanie ram projektu radziłbym zrobić w tabeli, z której mogą korzystać uczestnicy w rozmaitych miejscach. Radzę skorzystać z Google Docs. Stwórzcie tam arkusz kalkulacyjny, w którym wpiszecie kroki i etapy swojego projektu. Potem dajcie dostęp uczestnikom. Zaś sami uczestnicy poza wymianą emaili, dobrze jak skorzystają z możliwości zespołowej pracy z dokumentami tekstowymi i prezentacjami w Google Docs. Google Doc daje doskonałą próbkę narzędzi z jakich międzynarodowe firmy korzystają do pracy na odległość.
Jeśli spodobał Wam się pomysł, a potrzebujecie więcej szczegółów, lub mojej pomocy, to piszcie w komentarzach Talentovni, albo ślijcie emaile na bernard[at]talentovnia.com lub dzwońcie na 721 569 721.
________________________________________________________________________
Rozumiem, że mój tekst o wykorzystaniu darmowych narzędzi brzmi dziwnie w kraju, gdzie biedne szkoły są zasypywane drogimi laptopami, a ostatnio iPadami jako rzekomymi narzędziami dla edukacji informatycznej.
Bezpośrednim bodźcem do jego napisania była wiadomość prasowa, że rząd planował kupić przenośne komputery wszystkim zaczynającym podstawówkę. Tak koszmarny pomysł zmarnowania pieniędzy w naszym biednym kraju wbił mnie w fotel. Moim zdaniem pomysł ten jest przejawem wielkiej troski o edukację technologiczną naszych dzieci, przy jednoczesnym braku elementarnego pojęcia na czym ta edukacja ma polegać.
Kiedyś laboratoria językowe w szkołach miały sprawić, że szkoła nauczy swobodnego posługiwania się językami. Teraz wydawanie miliarda na sprzęt i oprogramowanie komputerowe ma sprawić, że absolwenci wejdą na rynek pracy z kompetencjami powszechnie oczekiwanymi w firmach.
Patrzę i dziwię się. W moim przekonaniu najważniejsze jest to kto, jak i czego będzie uczył. Czyli inwestujmy w nauczycieli, dbajmy o ich kompetencje, przyciągajmy do pracy w szkołach mądrych nauczycieli. Zaś wydatki na sprzęt są moim zdaniem drugorzędne.
Tylko skąd urzędnicy planujący wydatki na edukację mają mieć o tym pojęcie?
Przypuszczam, że świat nowoczesnego biznesu znają jedynie z ekranu telewizora lub przekoloryzowanych opowiadań znajomych. To za mało, aby zaprojektować ścieżkę przygotowań młodzieży do pracy.
Pewno ja i ludzie mojego pokroju mogą pomóc. Dlatego dzielę się w Talentovni tym czego doświadczam w pracy i czego prawdopodobnie coraz więcej osób będzie potrzebować na rynku pracy.
Myślę, że warto opisać pomysły wynikające z praktyki.
Od kilkunastu lat działam w międzynarodowym biznesie. Kilka lat mieszkałem za granicą. Realizowałem projekty w kilkudziesięciu krajach. Myślę, że mam podstawy, by pisać o pomysłach na to czego, moim zdaniem, będą potrzebować uczniowie, gdy wejdą w świat dorosłych.
“Szkoła ma za zadanie kształcić, rodzina – wychowywać” – oto jeden z banalniejszych frazesów, wyhodowanych przez przewrotnych stronników szkoły niezależnej od czasu i przestrzeni, szkoły, która by służyła czystej jeno wiedzy bez wszelkiego politycznego zabarwienia, innymi słowy, szkoły na księżycu.
Stanowisko, przyznać należy, bardzo wygodne, ale i bezwzględnie kłamliwe; czas byłby wielki już wiedzieć, że mózg i serce nie stanowią dwóch odrębnych pudeł, worków czy magazynów, z których jeden jest składem nabytych wiadomości, a drugi – oranżerią zaszczepionych cnót charakteru. Szkoła zarówno uczy i wychowuje (…)
O przeciążeniu szkolnym uczona Europa biblioteki mnogie wypisała; a cała ta zawiła kwestia rozwiązuje się łatwo i szybko, jeśli zgodzimy się przyjąć za zasadę, że zadaniem szkół średnich nie jest nauka, a rozwój dzieci, nie jest napychanie głów bezużytecznym balastem, a przygotowanie ich do życia, w które mają wstąpić jako ludzie dojrzali. Czyż nie jest komicznym fakt, że patent dojrzałości wydaje szkoła na tej zasadzie, że uczeń umie posługiwać się logarytmami, objaśnić zjawisko zaćmienia księżyca. Dojrzałym ponoć jest ten, kto wie, po co żyje, jaki jest jego stosunek do ogółu ludzi i historii ludzkości – i w myśl tego postępuje.
Szkoła winna być kuźnicą, gdzie wykuwają sie najświętrze hasła, przepływać winno przez nią wszystko co daje życie – ona najgłośniej wołać winna o prawa człowieka, piętnować najśmielej i najbezwzględniej to, co jest w nim zabagnionego. A uczynić to może tylko szkoła nie reperowana, sztukowana i odświeżana, a szkoła z gruntu inna, z gruntu – nie z księżyca – nie taka jaką widzimy dziś wszędzie.
Janusz Korczak, “Szkoła współczesna” 1905
________________________________________________________________________
Przeczytałem słowa Korczaka ponad sto lat po ich napisaniu. Trudno byłoby mi ubrać we własne słowa przemyślenia o dzisiejszej szkole trafniej, niż to co przelał na papier ten wspaniały człowiek. Publikuję tylko fragment tekstu “Szkoły współczesnej”. Serdecznie polecam całość. Prace Korczaka były ostatni raz publikowane chyba ćwierć wieku temu, więc jak trudno Wam będzie dotrzeć do tekstu to chętnie wyślę skan.
Zasady podstawą owocnej dyskusji.
04/02/11
-Ty sfrustrowany jełopie naucz się pisać. A Żydówki to piękne kobiety. Coś mi się wydaje że z ciebie znudzony licealista.
-nie piszę dla debili, więc się nie wcinaj, a liceum – owszem kończyłem, ale to było mniej więcej wtedy, gdy Lech stawał się Bolkiem
Czyli będzie o zasadach dobrej dyskusji. Oto moja propozycja:
- Uczestnicy dyskusji mają równe prawa uczestnictwa, w tym zabierania głosu. Każda wypowiedź jest tak samo ważna, niezależnie od stopnia profesjonalizmu wypowiadającej się osoby.
- Nikt z dyskutantów (nawet najstarszy, najbardziej utytułowany czy bardzo ważny) nie posiada pełnej wiedzy w omawianych tematach. Dlatego punkty widzenia poszczególnych osób mogą zawierać błędy. Poznanie jakimi przesłankami kieruje się każdy z wypowiadających jest kluczem do porozumienia. Dlatego dialog ma prowadzić do zdobycia nowej wiedzy i może przyczynić się do zmiany stanowiska.
- Zakładamy, że wszyscy dyskutanci starają się wykazać dobrą wolę i podejmują dyskusję z przyjaznymi intencjami.
- Nie ma oceniania osób, przedmiotem sporu mogą być tylko sprawy, a nie osoby. Spór winien być prowadzony w oparciu o argumenty, z szacunkiem dla oponenta.
- W czasie dyskusji wypowiadamy się w pierwszej osobie („ja”). Służy to temu, aby w sposób spokojny i jasny, nie budzący agresji u odbiorcy, wyrazić, co czujesz lub czego chcesz. Na przykład: “Obraziło i zdenerwowało mnie to, że w poprzedniej wypowiedzi nazwałeś użytkowników komputerów >cyborgami<” Dlaczego to działa? Po pierwsze dlatego, że nikogo nie oskarżasz. Mówisz o swoich odczuciach, a z odczuciami nie można polemizować, Ty tak odczuwasz i kropka. Kiedy powiedziałbyś: „Nie masz pojęcia o użytkownikach komputerów. Obrażasz innych. Zawsze obracasz dyskusję w awanturę.” to współdyskutant najprawdopodobniej zareaguje agresywnie: „Nieprawda, wiem wszystko o cyborgach!” albo „To Ty mnie obrażasz i właśnie wszczynasz kłótnię.” Kiedy używasz “komunikatu ja”, Twój adwersarz nie może odpowiedzieć: „Nieprawda”, bo Ty masz prawo czuć się obrażony i zdenerwowany. Nie musi się też bronić, bo go nie atakujesz, nie generalizujesz, mówisz o konkretach. Łatwiej mu powiedzieć “przepraszam” lub spokojnie kontynuować rozmowę.
Powyższy zestaw zasad dyskusji jest tylko przykładem. W bardzo podobnej postaci rządził on forum internetowym, którym kiedyś administrowałem. Uważam, że zarówno dyskusja przy kolacji, na forum internetowym, w grupie realizującej projekt czy na wycieczce wymaga ustalenia zasad. Czasem warto odczytać ustalone zasady na początku spotkania, innym razem niech zasady wiszą w pomieszczeniu, gdzie odbywamy spotkanie. Mając do czynienia z cyklicznym spotkaniem zasady można przedyskutować na pierwszym zebraniu, a potem tylko się do nich odnosić. Chodzi mi o to, że gdy od początku dyskusji jest jasne jakie tu rządzą zasady, to skuteczniej można się dogadać. Uzgodnione na początku zasady zdecydowanie zmniejszają nieporozumienia i trzymają rozmowę na właściwych torach.
Uważam, że temat zasad prowadzenia rozmowy jest ważny. Widzę, że jeśli chodzi o kulturę dyskusji, to mamy w Polsce sporo do zrobienia. Myślę, iż opłaci nam się nad tym popracować. Twierdzę, że rozmowa jest kapitalnym sposobem poznania świata. Ja o coś zapytam; ktoś podzieli się swoim doświadczeniem lub wiedzą; wtedy u mnie otworzą się jakieś nowe przegródki w głowie.
Lecz wiem też, że rozmowa jest bardzo wymagającym rzemiosłem.
Niektórym osobom prowadzenie dialogu przychodzi łatwiej, a inne potrzebują sporo pomocy i ćwiczeń.
Co więcej, trudno znaleźć szkołę, która uczy rozmowy. Bywają nauczyciele potrafiący pokazać jak przemawiać. Lecz rozmawianie to nieco inna sztuka. Przede wszystkim, elementem dialogu jest słuchanie. Ilu nauczycieli jest dla swoich uczniów wzorem uważnego słuchacza? Chyba niewielu, bo szkoła to świat gadających głów przewijających się przed oczami uczniów, mających bezkrytycznie zanotować, zapamiętać i powtórzyć, gdy będą oceniani.
Wyzwanie nauki rozmowy rośnie też przez to, że innych zasad potrzebujemy do rozmowy przy rodzinnym stole, innych na strategicznym zebraniu w firmie, a jeszcze innych na forum internetowym.
Myślę, że ustalenie i przestrzeganie zasad dyskusji sprawiłoby, że dialog przytoczony na wstępnie zabrzmiałby nieco sympatyczniej, np:
-Moim zdaniem niepotrzebnie czepiasz się żydowskiego pochodzenia piosenkarki.
-Widzę, że wkurzył Cię mój komentarz. Jednak wolałbym, abyś nie rozbijał mojego wątku zwracaniem uwagi. Każdy z nas ma prawo do swojego zdania.
Pewno niejednokrotnie zdarzy Ci się być gospodarzem spotkania, w realu lub online. Proszę, pamiętaj wtedy, że uzgodnienie i przestrzeganie zasad rozmowy może sprawić, iż spotkanie będzie bardzo dobrze wspominane przez wszystkich uczestników.
W szczęśliwym życiu ważne okazują się cnoty i siły charakteru.
Brzmi staroświecko? Nic bardziej mylnego. Jest to współczesny język psychologii ostatniej dekady.
Zdaniem Martina Seligmana, i jego kolegów po fachu, rozwijając dobre życie warto skupić się na następujących 6 cnotach i 24 siłach charakteru:
1. Mądrość i wiedza: twórczość, ciekawość, otwartość umysłu, zamiłowanie do zdobywania wiedzy, perspektywa.
2. Odwaga: dzielność, wytrwałość, prawość, witalność..
3. Humanitaryzm: miłość, dobroć, inteligencja społeczna.
4. Sprawiedliwość: zdolność do współpracy, bezstronność, zdolność do przewodzenia grupie.
5. Umiar: wielkoduszność i miłosierdzie, pokora i skromność, rozwaga, samoregulacja.
6. Transcendencja: docenianie piękna i doskonałości, wdzięczność, nadzieja, humor, duchowość.
Powyższy zestaw jest klasyfikacją psychologii pozytywnej. Temat ciekawie wypłynął podczas niedawnego spotkania koleżeńskiego. Zastanawialiśmy się jak opisać wymiary warte rozwijania u dzieci i młodzieży. Wtedy kolega opowiedział nam o psychologii pozytywnej.
Mówił o rozwijaniu sił poznawczych związanych z nabywaniem i wykorzystaniem wiedzy. Potem o siłach emocjonalnych pomagających osiągać cele. Dalej były siły interpersonalne z przyjacielskim nastawieniem na innych oraz siły “obywatelskie” leżące u podstaw zdrowej społeczności. Zestaw zamykały siły chroniące przed przekraczaniem granic oraz takie, które odnoszą człowieka do wyższej rzeczywistości.
Tenże kolega, pożyczył mi też tekst, z periodyku “Studia z psychologii w KUL. Tom 14″, gdzie Bożena Gulla i Kinga Tucholska na kilkunastu stronach przystępnie przybliżyły psychologię pozytywną. Jeżeli jesteś zainteresowany, to tu jest link do wersji PDF: http://www.kul.pl/files/208/8_t-14-2-art.pdf
Bowiem zgodnie z formułą Talentovni jedynie dotykam tematu. Może warto więcej poczytać o związku cnót ze szczęśliwym życiem.
Zdaniem mojego znajomego T., szpitale w Afryce pobierają dość spore opłaty od swoich wypłacalnych pacjentów, by potem, za zarobione pieniądze, móc opłacić świadczenia dla ludzi, których nie stać na leczenie. Sprawa murzyńskich szpitali przyszła mu do głowy, gdy rozmawialiśmy o programach edukacyjnych dla polskiej młodzieży.
Bowiem nieświadom, że korzystam z afrykańskich rozwiązań, użyłem ich jako sposobu na masowe wprowadzenie specjalnych programów dla polskiej młodzieży.
Rodzice płacący za edukację swoich pociech będą – oprócz finansowania pakietu zajęć, który wyposaży ich potomków w umiejętności otwierające drogę do bycia liderami na dowolnym odcinku rzeczywistości – fundować edukację dla niezamożnych uczniów.
Umiejętności, których będziemy uczyć to coś, co pozwoli absolwentom wyjść poza rolę realizatorów cudzych wizji. Coś co da im wiarę w siłę własnych pomysłów. Chcę przygotować młodych ludzi do tego, że jeśli tylko zechcą, to w przyszłości, będą jednoczyć wokół siebie osoby, z którymi będą dzielić wartości i którym będą służyć.
W moim przekonaniu jest to niezwykle cenna edukacja. Rodzice uważnie obserwujący mechanizmy wpływania na losy świata, niewątpliwie zechcą wyposażyć swoje latorośle w poczucie odpowiedzialności za rzeczywistość i umiejętności skutecznego zmieniania świata.
Lecz nie tylko rodziny, którym sprzyja fortuna wychowują dzieci mogące wziąć sprawy otoczenia w swoje ręce.
Co więcej, także daleko od Warszawy rosną przyszli przywódcy, o których będzie się pisać na pierwszych stronach światowych gazet.
Jednak edukacja wymaga pieniędzy, a zasoby materialne rozkładają się wybitnie nieproporcjonalnie. Bez względu na to czy mówimy o Polsce, czy o globie, to zawsze wychodzi na to, że garstka bogatych posiada większość wszelkiego dobra o jakim inni marzą.
W konsekwencji, zasobni rodzice mają i będą mieć dostęp do wszelkich rozwiązań edukacyjnych, które są w zasięgu ich portfela. Natomiast większość ciężko pracujących ojców uzna za osiągnięcie zdobycie pieniędzy na komplet obowiązkowych podręczników szkolnych dla swoich dzieci.
Myślę, że można to ciekawie zmienić sprzedając zamożniejszym rodzicom zajęcia, które wypełnią lukę w edukacji nawet najlepszych polskich szkół. Zaś zysk z tego przedsięwzięcia przeznaczać na realizowanie podobnego programu na terenach, gdzie programy rozwijające zdolności społeczne są poza finansowym zasięgiem rodziców.
Jak wszystko pójdzie dobrze to pierwsze takie działania ujrzą światło dzienne w przyszłym roku.
Dzielę się tymi myślami na tej stronie, bo zauważyłem, że trafia tu trochę osób, którym chodzi po głowie zaangażowanie się w ubogacanie polskiego krajobrazu edukacyjnego.
Jeśli temat Cię zainteresował to zachęcam do komentarzy lub do bezpośredniego kontaktu ze mną bernard(at)talentovnia.com.
